piątek, 7 marca 2014

Jak każda nastolatka chciałam przeżyć coś co byłoby wejściem w nowy etap mojego życia. Coś, co mogłabym wspomniać do końca moich dni. Zawsze marzyłam o księciu z bajki który któregoś dnia przyjedzie do mnie z nienacka i zamieni moje wyblakłe życie w kolorowy happyend. Nigdy nie śmiałam nawet marzyć o tym że coś takiego w ogóle będzie miało miejsce. Rozumiecie? Piękne życie, bez problemów… Marzenie każdego człowieka. Jestem szesnastoletnią dziewczyną żyjącą z kawałkami popękanego serca, a oto moja historia.
Pierwsze spojrzenia, pierwsze gesty. Tak właśnie się to zaczynało. Spotkaliśmy się całkowicie przypadkiem. Gdzieś w parku. Siedział sam, płakał. Wtedy ja uratowałam jego, teraz on ratował mnie. Pomogłam mu, wyjaśnił dlaczego jest w takim stanie. Wtedy jeszcze nie znaliśmy się w ogóle, nie rozmawialiśmy. Znałam go bo mieszkał od dzieciństwa na tej samej ulicy co ja. Codzienne spacery, szczere rozmowy, wyznania. I ten dzień w którym usłyszałam od niego pytanie które odmieniło moje życie.
Od tej pory nie rozstawaliśmy się na krok. Dziwiłam się, bo rodzice nie mieli nic przeciwko żebym u niego ‘nocowała’- co kryje się pod tymi słowami? Całonocne oglądanie filmów z których i tak później nic nie wiedzieliśmy. Nie chciał mnie wykorzystać-wręcz przeciwnie. Chciał po prostu żebym była. Chciał wiedzieć że jestem i że zawsze będę. Był dla mnie najbliższą osobą którą kiedykolwiek spotkałam, nie licząc moich przyjaciółek. Możecie mówić co chcecie, mówić że ideały nie istnieją, albo że to co mówie jest bzdurą. Dopuki się nie przekonacie będziecie tak mówić.
Uwielbiałam kiedy całował mnie w czoło na dobranoc, kiedy obdarowywał mnie masą uścisków i słów które płynęły prosto z jego wielkiego serca. Był taki troskliwy a za razem niezastąpiony. Zawsze wiedział co leży mi na sercu, mówił że można było to wyczytać z moich oczu. Tylko on miał do mnie takie podejście. Miał dużo problemów związanych z dzieciństwem i alkocholizmem w jego domu ale mimo tego widziałam że nie zaprząta Sobie tym głowy, jego rodzice z tego wyszli. Są normalnymi ludźmi jak każdy z nas.
Od kilku lat należałam do fandomu ‘Directioners’. Byłam ich wielką fanką, bardzo marzyłam o ich spotkaniu. Marzyłam o zobaczeniu ich chociaż raz w życiu, usłyszeniu ich pięknych głosów. Potrafiłam siedzieć wieczorami i oglądać ich zdjęcia. Oczywiście nieodłącznął częścią tego rytuału był on. Wiedział że spotkanie ich było moim wielkim marzeniem.
Zbliżał się ich koncert zaplanowany w Polsce, niestety fundusze nie pozwalały mi na zakup biletu. Taka szansa zdaża się raz w życiu. Siedziałam w domu kiedy nagle usłyszałam dźwięk telefonu. „Wyjdź przed blok” Wiadomość od niego, nie wiedziałam dlaczego i po co. Bardzo się ucieszyłam na jego widok, był zabójczo przystojny. Widziałam jak w ręce trzyma jakąś koperte, nie wiedziałam co w niej było. Podeszłam do niego i jak zawsze przytuliłam. Chłopak wręczył mi koperte a w niej- bilet. Bilet na koncert. Pewnie zdajecie Sobie sprawe z moich emocji. Dlaczego tylko jeden? Uznał że nie stać go na więcej niż trzy. Kupił też dla moich przyjaciółek. Byłam mu za to szalenie wdzięczna. Tego dnia widziałam jakąś pustę w jego oczach, nie wiedziałam dlaczego. Zostały 3 miesiące do koncertu.
Cały czas chodziłam jak na szpilkach, i nie mogłam wytrzymać presji którą czułam w środku, wkońcu ich zobacze. Jedyne co mnie nurtowało to pytanie dlaczego on tak strasznie się zmienił. Co prawda był zadowolony, ale w jego oczach była pustka. Jego zachowanie co do mnie nie uległo zmianie, wręcz przeciwnie. 2 tygodnie przed wyjazdem zabrał mnie nad morze, najlepsze wakacje w moim życiu.
Zanim się obejżałam został dokładny tydzień do koncertu. Byłyśmy bardzo zadowolone. Całonocne rozmowy o jednym i tym samym- wyobrażacie Sobie to?
No i nadszedł dzień wyjazdu. Ciągle widziałam smutek w jego oczach. Cały poprzedni dzień spędziłam z nim, było wspaniale. Parę minut przed wyjazdem wtuliłam się w niego. Nie czułam już tego samego. W jego oczach był smutek i ból. Podarował mi całusa, który nie był już taki sam jak zawsze. Był bez kompletnych uczuć. Dało się to wyczuć. Pytałam się kilka razy czy wszystko jest okej, szłyszałam tylko że wszystko jest w jak najlepszym pożadku, tylko będzie za mną tęskił. Pora jechać. Ostatni raz odwróciłam się w jego strone i pomachałam mu, na co on odpowiedział ‘do zobaczenia kochanie. Baw się dobrze’. Nadal w jego oczach widziałam ból. Widziałam cierpienie. Jakby chciał pożegnać się ze mną już na zawsze… Cały czas drażniło mnie to od środka.
Koncert się skończył. To co się przed chwilą wydażyło było nie-do-opi-sa-nia. Wspaniałe uczucie. Spełniłam Swoje marzenia, nie przejmowałam się niczym. Nie miałam żadnego problemu. Byłam mu strasznie wdzięczna za to co zrobił, za to że kupił nam te bilety. Byłam mu wdzięczna za wszystko co dla mnie robił. Troszczył się o mnie bardziej niż o Samego Siebie.
Byłyśmy już pod domem. Wysiadłam z auta i szybko pobiegłam do domu. Wbiegłam po schodach, otwarłam drzwi i zaczęłam go wołać. Nie usłyszałam nic. Rozglądałam się tylko po całym domu. Zauważyłam na stolę kopertę z napisem ‘do Zoe’. Usiadłam i czytałam.

Cześć kochanie. I jak było na koncercie? Nie musisz mówić. Wiem że nie mogło być lepiej.Nie będę owijał w bawełne. Skarbie, chciałbym żebyś taka szczęśliwa była do końca Swoich dni. Kiedy to czytasz ja już pewnie jestem tam. W innym, lepszym świecie. Chorowałem na raka. Proszę Cię nie obwiniaj Siebie za to co się stało. Chciałem żebyś spełniła w końcu Swoje marzenia, chciałem żeby uśmiech był na twojej twarzy nawet podczas mojego odejścia. Proszę Cię, uśmiechaj się tak do końca.
Nie mówię żegnaj. Mówię do zobaczenia. Zobaczymy się tam, gdzie już nigdy nic nie przysforzy nam problemów. Kocham Cię. Twój na zawsze.Xx

Nie mogłam opanować łez. Siedziałam i płakałam. Odszedł mój anioł stróż. Moja podpora. To on był moim marzeniem. Nie wiedział, ale w dzień kiedy go spotkałam… w dzień kiedy widziałam go zapłakanego, bezradnego… wtedy spełnił się mój marzenie. Dostałam od losu osobę która wypełniła moje życie szczęściem i radością. Nie potrzebowałam nic więcej…


czwartek, 6 marca 2014

Rozdział 1

Szybko zbiegłam po schodach prowadzących do drzwi mojego domu, chowając po drodze klucze. Byłam spóźniona, który już raz... Szłam jak najszybciej mogłam przepychając się między ludźmi. Do tego ta pogoda przyprawiała mnie o ciarki, było strasznie ponuro. Czarne chmury zakrywały całe niebo. Jeszcze tego brakowało! Zaczęło padać, a ja stałam na środku chodnika czekając na taksówkę. Nagle poczułam jak ktoś popycha mnie z całej siły w ramię, wszystkie papiery i teczki które trzymałam wtedy w ręce wypadły.
-Moje raporty!-krzyknęłam sama do Siebie pogrążając się jeszcze bardziej, co ja powiem Dannemu? Nagle podszedł do mnie jakiś chłopak. Widziałam go pierwszy raz na oczy, nawet za bardzo mu się nie przyglądałam, zaczęłam zbierać porozrzucane po całej ulicy raporty, wiatr robił Swoje. Całe ubłocone i mokre włożyłam je do jednej teczki. Tajemniczy chłopak też mi pomagał, ale wtedy nie zwracałam na niego uwagi. Podziękowałam mu z oschłym wyrazem twarzy i poszłam w stronę pracy. Jakoś nie miałam ochoty się wtedy uśmiechać. Nagle zorientowałam się, że muszę przejść przez pasy. Stanęłam na końcu chodnika rozglądając się w prawo, lewo. Z jednej strony jechało jakieś auto. Kurwa! Jakby jeszcze tego było mało, teraz jeszcze ja byłam cała z błota. Świetnie zaczynający się dzień, nie powiem że nie... Nie myślałam długo tylko przeszłam przez pasy mając nadzieje że już nic nie pogorszy mojego humoru. Zapomniałam nawet o taksówce, miałam daleko do pracy ale jakoś musiałam Sobie poradzić. Widziałam przeszywający wzrok ludzi kiedy na mnie patrzyli jakby zaraz mieli powiedzieć 'skąd ona się wogóle wzięła?'. Nie dziwiłam się, byłam cała z błota, moje włosy też były mokre. W tym momencie akurat nie chciałam o tym myśleć. Myślałam tylko o tym jak wytłumaczę się Dannemu, co mu powiem? Że byłam u lekarza, po raz który w tym miesiącu? Chciałam jak najszybciej być w kawiarni i zacząć już pracę, czym wcześniej przyszłam tym lepiej dla mnie. Byłam już przed drzwiami kawiarni, kiedy zza szyby zobaczyłam rozzłoszczonego szefa. Mimo tego że był ode mnie starszy zaledwie dwa lata miał nade mną sporą przewagę, w końcu był moim szefem. Weszłam do środka, bardzo nie chciałam się mu pokazywać. Zakryłam twarz teczką i szybkim krokiem szłam w stronę zaplecza.
-Suzanne, i tak Cię widzę!-usłyszałam wysoki głos mężczyzny. Jaka ja byłam głupia, zakryłam się teczką i myślałam że mnie nie zauważy. Poszłam nagle w jego stronę, wiedziałam że musiałam się jakoś wytłumaczyć. Czułam się jakbym szła na wojnę. Spóźniłam się już 11 raz w tym miesiącu. Podeszłam do niego cała mokra od góry do dołu, z moich rękawów kapały krople wody. Już chciałam zacząć się tłumaczyć, ale mężczyzna był szybszy.-Nie musisz się tłumaczyć.
-Ale ja...
-Nie ma żadnego 'ale', już tu nie pracujesz. Możesz wziąść Swoje rzeczy i iść do domu. No chyba że jak już tu jesteś możesz jeszcze dziś zostać, oczywiście dostaniesz normalnie wynagrodzenie.-co on wogóle do mnie mówił? Zwolnił nie z pracy bo spóźniłam się zaledwie 15 minut? Parzyłam na niego, na jego kipiące złością spojrzenie i groźny zarys twarzy.-Zostajesz dzisiaj czy wracasz do domu?-zapytał nagle oschłym głosem jakby nic innego się dla niego nie liczyło. Przytaknęłam w odpowiedzi głową i skierowałam się już powolnym krokiem w stronę gdzie zostawialiśmy Swoje rzeczy. Nigdy nie czułam się tak jak teraz. Co on Sobie myślał? Nie mogę się tym przejmować. Ubrałam na Siebie fartuch roboczy i wyszłam rozpoczynając już ostatni dzień pracy. Dzień jak co dzień, masa klientów, masa zamówień. Przynajmniej wynagrodzenie nie najgorsze. Szłam właśnie w stronę jednego ze stolików w ręce trzymając tackę z zamówieniem. Spokojny rytm muzyki dodawał temu miejscu uroku. Jedyne co go psuło to właściciel tego lokalu. Położyłam zamówienie na stoliku przy którym siedziała para zakochanych. Usłyszałam tylko przyjazne dziękuje od każdego z nich, i odpowiadając uśmiechem odeszłam. Usłyszałam głos Lany- mojej współpracownicy. W sumie tylko ona była tutaj sympatyczna, nie mogę powiedzieć że jej nie lubiłam. 
-Słyszałam co się stało, strasznie mi przykro.-powiedziała ze współczuciem, po czym uśmiechnęła się jakby sama do Siebie.- mam prośbę, mogła byś na chwilkę zająć moje miejsce za ladą? Muszę wyjść, wracam za pięć minut. No i jeszcze jedno... Dan gdzieś wyszedł, więc się już nie denerwuj, chyba go już dzisiaj nie zobaczysz bo kazał mi zamknąć sklep.-po tych słowach zaczęłyśmy się śmiać. Ja poszłam w stronę kasy, a ona wyszła ze sklepu zakładając po drodze swoją kurtkę. W sklepie oprócz klientów byłam tylko ja i Josh, który i tak się tutaj nie pokazywał tylko siedział na zapleczu i wykonywał zadania które przydzielał mu szef. W kawiarni było coraz mniej ludzi, jak codziennie kiedy zbliżała się 11. O tej godzinie ludzie już byli albo w pracy, albo jeszcze w domu. Ruch był zazwyczaj rano i w po południu. Co jakiś czas ktoś wchodził, zamawiał coś ale zazwyczaj nic się nie działo. Ktoś się uśmiechnął, ktoś nawet czasem zapytał jak tam dzień, ale nic poza tym. Nie widziałam tutaj przyszłości, może dobrze że zostałam zwolniona. Myłam talerze kiedy usłyszałam jak ktoś wchodzi do sklepu. Czyjś głos przerwał moją prace. Wytarłam ręce, odłożyłam suche już talerze do szafki i skierowałam się w stronę lady. Wcześniej nawet nie widziałam kto tam stoi. Kiedy byłam już przy ladzie, spojrzałam w jego stronę i oniemiałam z wrażenia. Przez moje ciało przeszedł dreszczyk emocji, serce zabiło mocniej. Chłopak był nieziemsko przystojny, nie wiedziałam nawet że ktoś taki może mieszkać w Londynie, nigdy go tutaj nie widziałam. Miał ciemnobrązowe włosy uniesione ku górze. Były dosyć niesforne, ale właśnie to sprawiało że wyglądał dziesięć razy przystojniej. Oczy. Jego oczy przykuły moją uwagę. Czarne źrenice oplatały brązowe tęczówki. Były strasznie pociągające ale zarazem bardzo tajemnicze. Jego wzrok był piękny i magnetyzujący. Twarz była perfekcyjnie zarysowana, szczególnie kości policzkowe. 
Przeniosłam wzrok na resztę jego postury. Koszulka była bardzo napięta na jego ciele, co musiało być znakiem tego że jego tors był bardzo umięśniony. Zresztą nie tylko tors, całą jego sylwetka była bardzo umięśniona. Cały czas wykorzystywałam dokładnie poznawanie każdego zakątka jego ciała kiedy on akurat rozmawiał przez telefon. Wyglądał na poważnego mężczyznę który miał masę pracy na głowie, mimo wieku. Nagle zakończył rozmowę i spojrzał na mnie. Jego wzrok wzbudził we mnie emocje. Chłopak przeczesał Swoje włosy do tyłu, po czym zagryzł dolną wargę zębami. Chyba widział jak moja twarz zmienia swój kolor na czerwony.
-Podać coś?- rzuciłam bez zastanowienia uśmiechając się lekko. 
-Miałem zamówienie na nazwisko Payne.-powiedział tym razem bez najmniejszego uśmiechu na twarzy. 
-Już daję.-odwróciłam się po czym poszłam w stronę zaplecza skąd odebrałam torebkę z zamówieniem, i położyłam na ladzie. Powoli zaczęłam nabijać na kasę zamówienie czując jego przeszywający wzrok na moim ciele. 
-Jak masz na imię?-usłyszałam jego surowy głos, mimo tego kątem oka widziałam jak się uśmiecha.
-Susanna.-wymamrotałam niewyraźnie po czym spojrzałam na niego bez najmniejszych uczuć mimo ciągłego zdenerwowania. Co on ze mną robił?-należy się 16,50.- widziałam jak chłopak wyciąga z tylnej kieszeni Swojej spodni skórzany portfel i wyciąga pięćdziesiąt złotych. Położył na ladzie i ręką przesuwając w moją stronę powiedział cicho jakby sam do Siebie 'reszty nie trzeba'. Spojrzałam na niego pytająco ale on nawet tego nie zauważył zajęty chowaniem portfela.
-Proszę wziąść resztę, nie potrzebny mi napiwek
-Potrzebny. Nie mów do mnie na pan. Jestem Liam.-i znowu to uczucie, znowu czułam się jak wyrzutek przy tak przystojnym chłopaku.
-Proszę Cię, weź resztę.-powiedziałam przesuwając w jego stronę pieniądze które chciał mi wręczyć.
-Potraktuj to jako napiwek, skarbie.-słysząc te słowa od razu się zaczerwieniłam, wiedziałam że to zauważył. Chłopak puścił mi oczko, wziął zamówienie i skierował się z stronę drzwi. Nawet jego ruchy były strasznie pociągające. Cały dzień myślałam i analizowałam to co się wydarzyło. Lana wróciła zaraz po jego wyjściu, więc wróciłam do Swojej pracy.