Jak
każda nastolatka chciałam przeżyć coś co byłoby wejściem w nowy etap mojego
życia. Coś, co mogłabym wspomniać do końca moich dni. Zawsze marzyłam o księciu
z bajki który któregoś dnia przyjedzie do mnie z nienacka i zamieni moje
wyblakłe życie w kolorowy happyend. Nigdy nie śmiałam nawet marzyć o tym że coś
takiego w ogóle będzie miało miejsce. Rozumiecie? Piękne życie, bez problemów…
Marzenie każdego człowieka. Jestem szesnastoletnią dziewczyną żyjącą z
kawałkami popękanego serca, a oto moja historia.
Pierwsze
spojrzenia, pierwsze gesty. Tak właśnie się to zaczynało. Spotkaliśmy się
całkowicie przypadkiem. Gdzieś w parku. Siedział sam, płakał. Wtedy ja
uratowałam jego, teraz on ratował mnie. Pomogłam mu, wyjaśnił dlaczego jest w
takim stanie. Wtedy jeszcze nie znaliśmy się w ogóle, nie rozmawialiśmy. Znałam
go bo mieszkał od dzieciństwa na tej samej ulicy co ja. Codzienne spacery,
szczere rozmowy, wyznania. I ten dzień w którym usłyszałam od niego pytanie
które odmieniło moje życie.
Od tej
pory nie rozstawaliśmy się na krok. Dziwiłam się, bo rodzice nie mieli nic
przeciwko żebym u niego ‘nocowała’- co kryje się pod tymi słowami? Całonocne oglądanie
filmów z których i tak później nic nie wiedzieliśmy. Nie chciał mnie
wykorzystać-wręcz przeciwnie. Chciał po prostu żebym była. Chciał wiedzieć że
jestem i że zawsze będę. Był dla mnie najbliższą osobą którą kiedykolwiek
spotkałam, nie licząc moich przyjaciółek. Możecie mówić co chcecie, mówić że
ideały nie istnieją, albo że to co mówie jest bzdurą. Dopuki się nie
przekonacie będziecie tak mówić.
Uwielbiałam
kiedy całował mnie w czoło na dobranoc, kiedy obdarowywał mnie masą uścisków i
słów które płynęły prosto z jego wielkiego serca. Był taki troskliwy a za razem
niezastąpiony. Zawsze wiedział co leży mi na sercu, mówił że można było to
wyczytać z moich oczu. Tylko on miał do mnie takie podejście. Miał dużo
problemów związanych z dzieciństwem i alkocholizmem w jego domu ale mimo tego
widziałam że nie zaprząta Sobie tym głowy, jego rodzice z tego wyszli. Są
normalnymi ludźmi jak każdy z nas.
Od
kilku lat należałam do fandomu ‘Directioners’. Byłam ich wielką fanką, bardzo
marzyłam o ich spotkaniu. Marzyłam o zobaczeniu ich chociaż raz w życiu,
usłyszeniu ich pięknych głosów. Potrafiłam siedzieć wieczorami i oglądać ich
zdjęcia. Oczywiście nieodłącznął częścią tego rytuału był on. Wiedział że
spotkanie ich było moim wielkim marzeniem.
Zbliżał
się ich koncert zaplanowany w Polsce, niestety fundusze nie pozwalały mi na
zakup biletu. Taka szansa zdaża się raz w życiu. Siedziałam w domu kiedy nagle
usłyszałam dźwięk telefonu. „Wyjdź przed blok” Wiadomość od niego, nie
wiedziałam dlaczego i po co. Bardzo się ucieszyłam na jego widok, był zabójczo
przystojny. Widziałam jak w ręce trzyma jakąś koperte, nie wiedziałam co w niej
było. Podeszłam do niego i jak zawsze przytuliłam. Chłopak wręczył mi koperte a
w niej- bilet. Bilet na koncert. Pewnie zdajecie Sobie sprawe z moich emocji.
Dlaczego tylko jeden? Uznał że nie stać go na więcej niż trzy. Kupił też dla
moich przyjaciółek. Byłam mu za to szalenie wdzięczna. Tego dnia widziałam
jakąś pustę w jego oczach, nie wiedziałam dlaczego. Zostały 3 miesiące do
koncertu.
Cały
czas chodziłam jak na szpilkach, i nie mogłam wytrzymać presji którą czułam w
środku, wkońcu ich zobacze. Jedyne co mnie nurtowało to pytanie dlaczego on tak
strasznie się zmienił. Co prawda był zadowolony, ale w jego oczach była pustka.
Jego zachowanie co do mnie nie uległo zmianie, wręcz przeciwnie. 2 tygodnie
przed wyjazdem zabrał mnie nad morze, najlepsze wakacje w moim życiu.
Zanim
się obejżałam został dokładny tydzień do koncertu. Byłyśmy bardzo zadowolone.
Całonocne rozmowy o jednym i tym samym- wyobrażacie Sobie to?
No i
nadszedł dzień wyjazdu. Ciągle widziałam smutek w jego oczach. Cały poprzedni
dzień spędziłam z nim, było wspaniale. Parę minut przed wyjazdem wtuliłam się w
niego. Nie czułam już tego samego. W jego oczach był smutek i ból. Podarował mi
całusa, który nie był już taki sam jak zawsze. Był bez kompletnych uczuć. Dało
się to wyczuć. Pytałam się kilka razy czy wszystko jest okej, szłyszałam tylko
że wszystko jest w jak najlepszym pożadku, tylko będzie za mną tęskił. Pora
jechać. Ostatni raz odwróciłam się w jego strone i pomachałam mu, na co on
odpowiedział ‘do zobaczenia kochanie. Baw się dobrze’. Nadal w jego oczach
widziałam ból. Widziałam cierpienie. Jakby chciał pożegnać się ze mną już na
zawsze… Cały czas drażniło mnie to od środka.
Koncert
się skończył. To co się przed chwilą wydażyło było nie-do-opi-sa-nia. Wspaniałe
uczucie. Spełniłam Swoje marzenia, nie przejmowałam się niczym. Nie miałam
żadnego problemu. Byłam mu strasznie wdzięczna za to co zrobił, za to że kupił
nam te bilety. Byłam mu wdzięczna za wszystko co dla mnie robił. Troszczył się
o mnie bardziej niż o Samego Siebie.
Byłyśmy już pod domem.
Wysiadłam z auta i szybko pobiegłam do domu. Wbiegłam po schodach, otwarłam
drzwi i zaczęłam go wołać. Nie usłyszałam nic. Rozglądałam się tylko po całym
domu. Zauważyłam na stolę kopertę z napisem ‘do Zoe’. Usiadłam i czytałam.
Cześć kochanie. I
jak było na koncercie? Nie musisz mówić. Wiem że nie mogło być lepiej.Nie będę
owijał w bawełne. Skarbie, chciałbym żebyś taka szczęśliwa była do końca Swoich
dni. Kiedy to czytasz ja już pewnie jestem tam. W innym, lepszym świecie.
Chorowałem na raka. Proszę Cię nie obwiniaj Siebie za to co się stało. Chciałem
żebyś spełniła w końcu Swoje marzenia, chciałem żeby uśmiech był na twojej
twarzy nawet podczas mojego odejścia. Proszę Cię, uśmiechaj się tak do końca.
Nie mówię żegnaj.
Mówię do zobaczenia. Zobaczymy się tam, gdzie już nigdy nic nie przysforzy nam
problemów. Kocham Cię. Twój na zawsze.Xx
Nie
mogłam opanować łez. Siedziałam i płakałam. Odszedł mój anioł stróż. Moja podpora.
To on był moim marzeniem. Nie wiedział, ale w dzień kiedy go spotkałam… w dzień
kiedy widziałam go zapłakanego, bezradnego… wtedy spełnił się mój marzenie.
Dostałam od losu osobę która wypełniła moje życie szczęściem i radością. Nie
potrzebowałam nic więcej…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz